środa, 3 sierpnia 2011

Katana - Heads Will Roll (2011)






Dziwne, że do tej pory nie było jeszcze kapeli o tej nazwie. Prosta i zarazem bardzo metalowa. Dopiero w 2006 roku w Szwecji powstała Katana. Ja natomiast o istnieniu tej grupy dowiedziałem się z pewnego bloga, na którym były podane zapowiedzi tegorocznych premier. Okładka, nazwa i tytuł płyty zainteresowały mnie dość mocno, więc jak tylko ujrzała światło dzienne od razu zabrałem się za odsłuch. Od początku słychać, że podobieństwa do innych szwedzkich grup tj. HammerFall (mniej) czy Crystal Eyes (bardziej-brzmienie i melodyka). Pierwszy utwór "Livin' without fear" nie porywa. Nie jest to zły kawałek, szczególnie maidenowy riff podczas zwrotek, ale jednak nie należy do moich faworytów. Następny numer "Blade of Katana" to już jest jeden z hitów tego albumu. Zadziornie i bardzie po męsku zagrane zwrotki i zajebiście chwytliwy refren kojarzący się z ww Crystal Eyes. Zresztą dalej jest również dużo odniesień do tej kapeli. "Phoenix on fire" jest troszkę wolniejszym utworem zaczynającym się klasycznym Heavy Metalowym riffem. W dalszej części mamy fajne chórki i znowu fajny, melodyjny refren. Kolejną rzeczą, która podoba mi się na albumie są solówki. Naprawdę dobrze zagrane i nie będące tylko zapełniaczami. "Neverending World" to wg mnie największy hicior i potencjalny koncertowy killer idealny do śpiewania wspólnie z publicznością. Następny "Heart of Tokyo" klimatem przypomina mi Enforcer. Bardzo dobry numer. Podobnie jaki ciężki i dosyć mroczny "Asia in sight", który jest jednym z moich faworytów. Dobre riffy, dobre melodie czyli wszystko czego potrzebuje Heavy Metalowy kawałek. "Across the stars" zaczyna się od dość oklepanego riffu, ale nie przeszkadza to za bardzo. Dobry kawałek, w którym słychać i HammerFall i słynne Dickinsonowskie "oooooo" przywodzące na myśl nieśmiertelny "Seventh son..." przechodzące w wesoły refren, który akurat średnio mi podchodzi. "Rebel Ride" najkrótszy na płycie, ale zajebisty numer w klimacie MWOBHM. No i na koniec w odróżnieniu od poprzednika tym razem najdłuższy "Quest for Hades". Na początek klasyczny Harrisowski bass i klimatycznie plumkająca gitarka brzmią jak żywcem wyjęte z "Afraid to shoot strangers" lub ze zwolnienia w "rime of the ancient mariner". No i oczywiście narratorski sposób śpiewania wokalisty. Klasyczny Maiden! Dalej zespół się rozpędza i już gra bardziej po swojemu. Mimo tych ewidentnych zapożyczeń jest to jeden z najlepszych kawałków Katany, jeśli nie najlepszy. Podsumowując jest to zajebiście udany debiut młodej szwedzkiej grupy. Do minusów zaliczył bym czasem zbytnią cukierkowość, ale na dłuższą metę nie jest to problem. Wbrew pozorom nie jest to granie na jedno kopyto, utwory różnią się od siebie, a wiele fragmentów chodzi człowiekowi po głowie jeszcze długi czas. Polecam!

8/10

1 komentarz:

  1. Natrafiłam na ten blog przez przypadek i bardzo mnie to cieszy, bo z tego co widzę to jest tu sporo dobrych recenzji, więc na pewno będę tu często wpadać.

    OdpowiedzUsuń