Szweckie
heavy metalowe podziemie zdaje się nie mieć dna. I bardzo dobrze,
bo biorąc pod uwagę jakość muzyki jaką oferują kolejne grupy z
tego kraju pozostaje się tylko z tego cieszyć. Kolejnym
reprezentantem tej sceny jest pochodzący z Växjö Ambush. Ich
debiut „Firestorm” nie zrobił na mnie jakiegoś wielkiego
wrażenia i jest na pewno co najmniej kilka(naście) lepszych młodych
zespołów, ale i tak jest całkiem nieźle. Klasyczny heavy mocno
zakorzeniony w pierwszej połowie lat '80 na pewno znajdzie swoich
odbiorców. Zresztą widząc zaangażowanie muzyków i oddanie dla
sprawy na kolejnym krążku może być już tylko lepiej. Przed wami
wokalista Oskar Jacobsson.
HMP:
Witam. Jak wrażenia po premierze „Firestorm”? Jesteście
zadowoleni z przyjęcia płyty?
Oskar
Jacobsson: Cześć! Nastroje są dobre, a my jesteśmy bardzo
zadowoleni z odbioru naszego albumu. „Firestorm” zebrał dobre
recenzje i wygląda na to, że coraz więcej metalheadów o nas wie.
Nie mamy powodów, by nie ekscytować się tym, co nadejdzie w
przyszłości.
Jesteście
z niej w pełni zadowoleni? Zmienilibyście coś dzisiaj, gdybyście
mieli taką możliwość?
Tak,
jesteśmy w stu procentach zadowoleni z rezultatu. Włożyliśmy w
ten album mnóstwo pracy i opłaciło się, nie zmienilibyśmy w nim
ani jednej nuty. Najważniejszą rzeczą dla nas było zrobić ten
album w jak najbardziej prymitywny i szczery sposób, a przede
wszystkim nie chcieliśmy go „nadprodukować”. Oczywiście,
zawsze uczysz się na swoich błędach w studiu, i zawsze jakiś błąd
prześlizgnie się do miksu. Jednakże, sądzimy, że te małe błędy
nadały utworom większej naturalności.
W
jaki sposób powstają wasze utwory? Kto odpowiada za komponowanie?
Muzyka
na “Firestorm” została oparta głównie na riffach napisanych
przez gitarzystę Olofa i basistę Ludwiga. Jammowaliśmy na próbach
przy kilku piwkach, każdy wychodził ze swoimi przemyśleniami i
pomysłami. Ja dopasowywałem melodię wokali, Adam wziął w dłoń
pałeczki i zza swojego zestawu perkusyjnego po prostu bębnił.
A
kto odpowiada za teksty? Możecie o nich opowiedzieć w kilku
słowach? Co przekazujedcie w swoich utworach?
Teksty
na ten album zostały napisane przeze mnie, Olofa i Ludwiga. Są dla
nas ważne i muszą się ściśle wiązać z obraną historią. W
zasadzie chcemy pisać na tematy, które są ważne dla nas, rzeczy
które mają związek z czystym heavy metalem. Od kiedy wspólnie
interesujemy się historią militarną, niektóre nasze teksty
zawierają także takie motywy.
Okładka
zdobiąca „Firestorm” to stuprocentowo heavy metalowy obrazek.
Czyj był pomysł i wykonanie?
Dzięki
wielkie! W grudniu zeszłego roku Adam pokazał zespołowi niezwykły
szkic loga Ambush ponad ciemnymi skałami i jeziorem ognia.
Zgodziliśmy się, że użyjemy ten pomysł jako naszą okładkę.
Później, zdecydowaliśmy się zlecić to niemieckiemu artyście
Alexandrowi von Wieldingowi, by namalował to dla nas. Wydaję mi
się, że wykonał kawał niezwykłej roboty.
”Firestorm”
ukazał się nakładem High Roller Records. W wersji winylowej. Czy
wyjdzie również w innym formacie np. CD?
Właśnie
pojawił się również na płycie CD, zachęcam do zapoznania się z
nim!
Muzyka
zawarta na waszym debiucie to klasyczny heavy metal zagrany w
oldschoolowym duchu. Nie boicie się, że wzorując się tak bardzo
na klasykach gatunku możecie zatracić własną tożsamość? Czy
może jednak macie to w dupie i nie przejmujecie się tym?
Gramy
muzykę, którą kochamy – klasyczny, tradycyjny heavy metal. Od
kiedy inspirujemy się wieloma zespołami z gatunku, nasze pisanie
zawiera naleciałości tych grup. Chcieliśmy zawrzeć w nich
korzenie wczesnych lat 80-tych i tworzyć kopiące w tyłek numery,
które będą pasować do gatunku. Ambush stoi na straży
integralności i tożsamości, ale wszystko co się liczy to nasi
fani, którzy wiedzą, że robimy to z serca i z wnętrza naszych
dusz, że kochamy także naszą własną muzykę.
W
jaki sposób zamierzacie promować „Firestorm”? Jesteście
zadowoleni z wytwórni i z tego co dla was robią
“Firestorm”
jest promowane przez High Roller Records, a my jesteśmy zadowoleni z
ich pracy. Są profesjonalistami i dbają o każdy element. Według
mnie to jest to jedna z najlepszych wytwórni heavy metalowych.
Nagraliście
klip do utworu „Don't Shoot (Let 'em Burn)” i chyba był to
słuszny wybór, bo kawałek rozpieprza. Możecie coś więcej
powiedzieć na temat tego teledysku?
Tak,
cześciowo nagrywaliśmy ją w starej salce prób, a częściowo w
naszym lokalnym pubie w Växjö. Właściwie zdecydowaliśmy się na
filmowanie i produkcję teledysku samodzielnie na kamerze 8mm i
zrobić wideo zawierające dużo imprezowania i headbangingu. Adam
jest bestią kiedy przychodzi wykonywać tę sztukę, więc
pozwoliliśmy mu aranżować i grać w klipie. Nagrywanie tego
teledysku było dość spontaniczne. (śmiech)
Oglądając
go można odnieść pewnie słuszne wrażenie, że w czasie waszych
wyjazdów dzieje się całkiem sporo. Sa może jakieś historie,
których nie chcecie nikomu opowiadać, ale dla Heavy Metal Pages
zrobicie wyjątek (śmiech)?
Cóż,
zazwyczaj jesteśmy miłymi gośćmi, którzy lubią wypić, ale
czasami dzieją się popieprzone rzeczy, kiedy zbyt ostro zabalujemy.
Adam i Ludwig po gigu w Gothenburgu tej wiosny wdali się na przykład
w bitkę z kilkoma upośledzonymi gostkami z ochrony. Ten mały
incydent był powodem ich wycieczki policyjnym radiowozem, co było
wręcz idiotyczne. Na szczęście, tej samej nocy zostali
wypuszczeni.
Jak
wygląda sprawa koncertów? Często gracie? Planujecie jakąś trasę?
Z kim dzieliliście dotąd scenę?
Zamierzamy
grać w Europie w listopadzie. Zmierzamy do Niemiec, Szwajcarii i
Austrii. W Dornbirn w Austrii zagramy razem z naszymi ziomkami z
Enforcer. Zamierzamy też zagrać kilka koncertów w Szwecji w
październiku, listopadzie i grudniu. Tej wiosny mamy już też
zabookowane kilka koncertów na festiwalach w Niemczech i Belgii, ale
wciąż może być ich więcej…Właśnie podpisaliśmy kontrakt z
agencją bookingową, więc na pewno będzie duża trasa na wiosnę,
lato przyszłego roku.
Jaka
by była wasza wymarzona trasa? Możecie użyć wariantu bardziej
realnego i tego troszkę mniej (śmiech).
Ok,
realistyczna wersja na najbliższą trasę po Eurooie obejmowałaby
większość krajów, takich jak Niemcy, Hiszpania, Włochy i
oczywiście Polskę! W przyszłości chciałbym pojechać w dużą
trasę po Południowej Ameryce. Wiemy, że jest tam sporo maniaków w
Chile, Brazylii, Argentynie i Kolumbii, którzy lubią naszą muzykę,
więc nie byłoby to takie całkiem niemożliwe. Szaleni metalheadzi,
dużo piwa i przyjemna, ciepła pogoda, czego więcej można chcieć?
Jak
w ogóle doszło do powstania Ambush? Co Was zainspirowało do
tworzenia muzyki?
Pomysł
narodził się pewnej nocy dwa lata temu, kiedy piliśmy piwo i
słuchaliśmy razem oldschoolowego heavy metalu. Doszliśmy do
wniosku, że współczesna muzyka metalowa zmierza w złym kierunku i
zdecydowaliśmy się coś z tym zrobić. Wszystko czego pragnęliśmy,
to grać wczesny heavy metal z lat 80-tych i wszystko poszło dość
naturalnie.
Jak
wyobrażacie sobie przyszłość Ambush? Macie już zaplanowane
kolejne ruchy czy idziecie na żywioł?
Obecnie
piszemy materiał na kolejny album i mogę powiedzieć, że mamy już
kilka naprawdę niezłych numerów. W przyszłym roku, dokończymy
nasze plany na wiosenno-letnią trasę i przygotujemy się do
spalenia gum na europejskich drogach.
Macie
już może jakieś nowe numery? W jakim kierunku zamierzacie pójść
na kolejnym krążku?
Tak,
kilka mamy już skończonych, ale będzie ich jeszcze więcej. Jeden
numer jest o powstaniu chłopów przeciwko królowi Szwecji, które
miało miejsce w naszym mieście w 1542 roku. Jak zawsze, będzie to
czysty heavy metal!
Na
koniec spróbujcie jak najlepiej zareklamować swój debiut polskim
maniakom.
Zachęcam
was do posłuchania naszego albumu “Firestorm”, koniecznie przy
kilku dobrych polskich browarkach, takich jak Żubr, Lech czy Żywiec!
Chyba
trzeba Was będzie doedukwać w kwestii dobrych polskich browarków
przy najbliższej okazji (śmiech). To już wszystko z mojej strony.
Dzięki za wywiad.
Dzięki
wielkie za poświęcony nam czas. Mamy nadzieję, że uda nam się
odwiedzić wasz piękny kraj już wkrótce! A do tego czasu –
Krzewcie Metal!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz